Wieści z Zawiasa

Email Drukuj

Wyszliśmy z gościnnego Hanko, i zgodnie z zasadą, że biednemu zawsze
wiatr w oczy - dostaliśmy lekki zefirek w mordę. Ot, takie 7-8, chwilami
9 stopni B. Wiało dokładnie od Gotlandii, więc każdy hals był tak samo
zły. Jak lewy - to pod Sztokholm, jak prawy - to po Liepaję na Łotwie.
W rezultacie po trzech dobach halsowania weszliśmy o czwartej rano pod
Visby.

A tu siurpryza: marynarka szwedzka bawi się w wojnę! W porcie stoi coś
takiego wielkiego, chyba krążownik, kilkanaście okrętów desantowych,
duży wojenny poduszkowiec, a wszystkiego pilnuje blokujący wejście do
portu mały patrolowiec. Wokół parę pułków rożnych wojaków z kałachami,
bazookami i innymi gadżetami do zabijania.
Załoga Zawiasa była bardzo dzielna. Z okrzykiem: "Za Częstochowę!!!!"
rzuciliśmy się do boju. Pokonaliśmy marynarkę szwedzką i weszliśmy
przebojem do portu.
Visby jest nasze!

Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski

 

Newsletter