Żeglowanie jest dla każdego


Żaglowiec „Zawisza Czarny” powrócił, w ubiegłą sobotę, z dwuetapowego rejsu po Bałtyku. Uczestniczyli w nim, na pełnoprawnych zasadach, niewidomi i widzący żeglarze.

30 niepełnosprawnych wzrokowo osób – niektórzy płynęli po raz pierwszy – stanowiło połowę załogi w rejsie podzielonym na dwa etapy. Pierwsza grupa (35 osób) spędziła na morzu 10 dni. Popłynęli z Gdyni do Tallina przez Kłajpedę i Helsinki. Drugi etap wiódł z Tallina przez Hanko, Visby i Kalmar, a zakończył się w Gdyni.

Nie obyło się bez małych problemów. Ruszyli w poniedziałek 14 września. Już na zatoce okazało się, że oba radary nie działają.

– Jak wiecie, ja jestem wariat, ale nie idiota. Wybierać się jesienią do Zatoki Fińskiej bez radarów na Zawiasie – to zbyt duże ryzyko. Z bólem serca podjąłem decyzje o powrocie. Bezpieczeństwo najważniejsze – stwierdził kapitan Janusz Zbierajewski i zawrócili. Wystartowali ponownie, po naprawie, dwa dni później.

Wszystkie porty przyjmowały ich bardzo ciepło zwalniając z jakichkolwiek opłat i wyznaczając miejsca cumowania możliwie najbliżej centrum miasta. W Hanko, zarząd portu zaoferował Polakom nawet gratis wycieczkę „pociągiem” turystycznym po mieście.

Powrót był też wyjątkowy.

– Dzięki inicjatywie Sylwii Skuzy, powstała Fundacja „Keja”, wokół której skupiło się kilkadziesiąt osób niewidomych i drugie tyle widzących, zainteresowanych rejsami morskimi. Dzięki życzliwemu podejściu właścicieli prywatnych jachtów odbyła się impreza „niewidomi witają niewidomych”. Na powitanie wracającego z rejsu „Zawiszy Czarnego”, z Górek Zachodnich, wypłynęło na Zatokę Gdańską 15 mniejszych jachtów z osobami niewidomymi na pokładach – tłumaczy kapitan Zbierajewski.

Tego samego dnia, na pokład żaglowca zawitali uczestnicy regat atlantyckich z 1984 r. Wtedy to „Zawisza Czarny” podczas Operacji Żagiel na Wielkich Jeziorach w Kanadzie i USA uratował 8 osób załogi, z tonącego w rejonie Bermudów angielskiego żaglowca „MARQUES”. Polska załoga otrzymała za tę akcję nagrodę „Fair Play” Komitetu Olimpijskiego.

Jak to możliwe, że niewidzący żeglarze prowadzą statek? „Zawisza Czarny” jest wyposażony w udźwiękowione urządzenia nawigacyjne. Dzięki temu, wszyscy pełnią takie same obowiązki na statku. „Mówiący” GPS pozwala niepełnosprawnemu wzrokowo samodzielnie sterować jachtem, oczywiście pod opieką oficera. Uczestnicy rejsu są podzieleni na czterogodzinne wachty. W skład każdej wchodzą po połowie osoby niepełnosprawne i pełnosprawne wzrokowo.

– Jestem niewidomy od urodzenia, pracuję zawodowo, żyję w Warszawie samodzielnie i w związku z tym rejsy tego typu nie wpływają na moją rehabilitację. Dają mi za to dużo rozrywki, tak jak pełnosprawnemu człowiekowi. Do czasu pierwszego rejsu z projektu rozrywka ta była dla mnie niedostępna. Myślę, że przełamanie lęku widzących żeglarzy przed zabieraniem na pokład niewidomych, to są te wartości, które tego typu rejsy wnoszą, a o których mało się mówi. Jest dużo samodzielnych niewidomych, którzy chcą żyć tak jak inni i w miarę swoich możliwości mieć dostęp do podobnej formy rozrywki jak osoby pełnosprawne – mówi uczestnik rejsu Sylwester Piekarski.

Żeglarze mówią, że integracja na jachcie następuje w ciągu pierwszej doby, żeglarstwa nie da się bowiem uprawiać bez współpracy.

– Bartek (kumpel z wachty i nie tylko) podjął się trudnego zadania – oprowadzenia mnie po całym statku. Musiałem się skoncentrować, żeby zapamiętać, co jest gdzie. Potem i tak musiałem jeszcze raz „oprowadzić się” z Dorotą. Pierwszy dzień upłynął na zapoznawaniu się z ludźmi, z którymi przyjdzie mi dzielić kubryk oraz na śpiewaniu z gitarą – opowiada Piotr Franiek z Łazan, okolic Krakowa, 22-letni student politologii i komunikacji społecznej w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. To był jego pierwszy rejs.

– Morze wciąga, klimat i więzi wytworzone w tak krótkim czasie przyciągają niczym magnes i zmuszają wręcz do deklaracji starań o miejsce na następnym rejsie. Chyba nie umiem tego opisać, ale stwierdzam, iż była to przygoda życia. Mam nadzieję, że był to jej pierwszy odcinek. Nie zapomnę tych wszystkich osób tworzących unikalną atmosferę rejsu i liczę na powtórkę za rok – wspomina po powrocie Piotr.

Tegoroczny rejs był czwartą edycją projektu „Zobaczyć morze” realizowanego od 2006 r. przez Fundację Gniazdo Piratów.

Z dziennika pokładowego Piotra Frańka

19 września, godz. 21.57

Przemyślenia z psiej wachty.
Nie wiem czemu się tak nazywa, ale trwa od północy do godz. 4. Ciężko jest wytrzymać (szczególnie pod koniec), ale jakoś się udało. Właśnie w momentach kryzysu naszły mnie gorzkie refleksje dotyczące braku możliwości zobaczenia wszystkiego dokoła. Gdy już nie sterowałem, koleżanki które stały na „okach” i rozglądały się, czy nie mamy czegoś w zasięgu dziobu, opowiadały o gwiazdach na niebie, a gdy już zaczynało świtać o linii horyzontu Bardzo nie lubię tych chwil, kiedy mam żalu do świata, ale mi też to się zdarza.

20 września, godz. 23.03

Welcome to Finland.
Dziś niedziela. (…) Około godz. 16 wpłynęliśmy do Helsinek – portu i stolicy Finlandii. Ogromne wrażenie zrobiła dbałość o ochronę środowiska. Za wrzucenie niedopałka do wody grozi mandat nawet do 500 euro, a gdy ktoś dostaje mandat drogowy to jest on liczony wg jego dziennej pensji.

23 września, godz. 21.49

(…) Rano przyszła pora na zwiedzanie Helsinek. Widzieliśmy cerkiew (po raz pierwszy byłem w takiej świątyni), spotkaliśmy się z uprzejmością finlandzkiego motorniczego, który na widok stojącej na przejściu grupy zatrzymał tramwaj, żebyśmy mogli przedostać się na drugą stronę ulicy.

Od godz. 4 rano, przez godzinę, pilnowałem z Bartkiem na rufie trapu. Bardzo wysilaliśmy swoje nieczynne narządy wzroku, by z tylnej części statku wypatrzyć, co się dzieje na przodzie. Tylko na rufie był dostęp do netu, a przecież nie można się spodziewać, że komuś nie przyjdzie ochota na zwiedzanie jachtu o tak nietypowej porze.

22 września

Rano wypłynęliśmy w stronę naszego portu przeznaczenia, czyli Tallina. Zaczęło fajnie bujać, a więc stawianie żagli było utrudnione (…) Niektórym jedzenie nie bardzo wychodziło, ponieważ prawa fizyki działały nieubłagalnie i zupa uciekała samoczynnie z talerzy. (…) Wraz z pierwszymi kęsami kotleta wybrzmiał alarm wzywający nas do zwinięcia żagli.

Dagmara Jaworska
Źródło: gazeta.pl